niedziela, 21 września 2008
Tam i z powrotem

Jednym z wciąż powracających problemów, dotyczących akcentów liturgicznych, jest kwestia Ofiary. Dość często można zauważyć, że nacisk na aspekt ofiarniczy odbierany bywa jako coś mrocznego, ponurego i stanowiącego symbol zapatrzenia się człowieka we własną grzeszność.

W dzisiejszej notce chciałbym pokazać, że takie spojrzenie jest błędne. Żeby to dobrze zorzumieć, należy spojrzeć do Księgi Rodzaju i raz jeszcze przeczytać opis stworzenia. Imię pierwszego z ludzi brzmi w nim Adam, od słowa adama, co znaczy ziemia. W ten sposób Pismo daje wskazówkę, kim w bożym zamyśle miał być człowiek i jaki jest jego stosunek do reszty stworzenia - to on miał być tym, poprzez którego stworzenie osiągnie swój cel.

W opisie stworzenia znajdujemy również dziesięciokrotnie powtórzone słowa: "Bóg rzekł". Związek z Dekalogiem nasuwa się sam - Prawo w istocie stanowi drogę człowieka, krocząc którą osiąga swoją pełnię. Przymierze i wynikające zeń pozornie ograniczenia, które musi wziąć na siebie człowiek, są dla niego w rzeczywistości wyzwoleniem i gwarantem zjednoczenia z Bogiem. Boże Prawo, które zostaje nałożone na człowieka, ma ścisły związek z dziełem stworzenia i przywraca mu jego właściwą godność i sens.

Na Przymierze pada jednak cień podejrzenia - człowiek zrywa owoc z Drzewa Poznania Dobra i Zła, bo chce sam być Bogiem i decydować o swoim losie. Przestaje ufać i własnoręcznie chce kształtować samego siebie, sam pragnie podarować sobie zbawienie. Boże Prawo jawi mu się jako bezprawnie nałożone kajdany, które trzeba zerwać - liczy się wolność (w ramach ciekawostki - za współczesną figurę zerwania Przymierza i płynącego zeń Prawa kard. Ratzinger uznał kiedyś sztukę nowoczesną, tzw. sztukę dla sztuki, w której można wszystko a jedynym wykroczeniem przeciw niej jest pytanie o granicę; to samo zauważył w ideologii postępu technologicznego).

Rozpoczynają się wzajemne oskarżenia kobiety i mężczyzny, usiłujących się usprawiedliwić kosztem drugiego przed Bogiem. Wraz z grzechem, nie tylko zerwana zostaje więź człowieka ze Stwórcą, ale też i z drugim człowiekiem. Cierpi również stworzenie, którego nie ma już kto uświęcać - prawowity dziedzic mówi "nie" swojemu posłannictwu. Człowiek, który wybiera fałszywą wolność i odrzuca życie, jakie gwarantuje mu przestrzeganie praw, które przewidział dla niego Bóg, w stworzeniu oraz drugim człowieku zaczyna dostrzegać konkurenta. Upada całkowicie. W tej sytuacji Bóg słusznie odgradza człowieka także od Drzewa Życia - życie wieczne w takim stanie byłoby przekleństwem.

Z historii zbawienia wiemy jednak, że sam Bóg wybawia człowieka, w osobie Chrystusa, Drugiego Adama. Chrystus, sam będąc Bogiem-Człowiekiem, już posiada to, czego tak bardzo pragnął pierwszy Adam i przebywa drogę w przeciwnym kierunku. Dobrowolnie przyjmuje ograniczenie i swoją wolę podporządkowuje woli Boga. Wybiera posłuszeństwo aż do śmierci, uzdrawiając tym samym w człowieku Boży obraz i wskazując sposób osiągnięcia podobieństwa, a tym samym ponownie otwiera drogę do zjednoczenia człowieka z Bogiem.

Miejscem owego posłuszeństwa jest Krzyż. Dlatego centrum chrześcijańskiem liturgii musi byż Ofiara. "Dostrzeganie w drugim człowieku obrazu Chrystusa", będące lejtmotywem większości apologii zreformowanego Ordo w Kościele Zachodnim, siłą rzeczy jest zawsze na drugim miejscu - ten, kto pojmuje opowieść o stworzeniu, wie, że owo "dostrzeganie" jest niemożliwe bez wniknięcia w tajemnicę Ofiary i jej konsekwencje. Wie również, że jest to tajemnica w rzeczywistości bardzo radosna i będąca dla chrześcijan źródłem ich siły i nadziei.