Blog > Komentarze do wpisu
Agenda Heretycka rozdział pierwszy

Dzisiejsza moja notka jest wynikiem mocnego myślowego offtopikowania, jakie przydarzyło mi się przy okazji poirytowania kolejnym, napotkanym w sieci, flejmem pomiędzy tzw. tradsami i novusowcami. Wiele wątków wymaga jeszcze dalszego uściślenia, stąd będzie to raczej coś w rodzaju agendy z wyznaczonymi kierunkami, gdzie w tegoroczne wakacje pobłądzą badania esthelowskie, niemniej jednak powstał już pewien szkic który mam zamiar właśnie przedstawić.

1. Obydwie strony, zwalczające się namiętnie na okoliczność stosunku do dziedzictwa Vaticanum Secundum (w szczególności na tle zaistniałych po soborze zmian liturgicznych), w kwestii argumentów na rzecz własnej opcji (oraz służących zdyskredytowaniu oponenta) przelały już prawdziwe morze atramentu i generalnie wieje tu przeraźliwą nudą dla postronnego obserwatora. Daje się zauważyć pewien kanoniczny zestaw zarzutów, pretensji i dowodów, który przewija się praktycznie przy każdej okazji i nie zanosi się, by w najbliższej przyszłości którakolwiek ze stron przedstawiła jakieś świeże spojrzenie.

Tym, co naprawdę interesujące, jest istnienie w tej materii pewnego klinczu, którego teoretycznie nie powinno wcale być – można by się raczej spodziewać, że ostatecznie jedna ze stron ostatecznie przeważy, ponieważ ich argumentacje są na pierwszy rzut oka wystarczająco rozbieżne, aby o jakiejś ich wzajemnej syntezie nie było mowy. Krótko mówiąc – jedna ze stron powinna w końcu zaliczyć nokaut, przynajmniej techniczny.

Nic takiego jednak nie ma miejsca; wspomniany klincz rzeczywiście istnieje i, mimo płomiennych wystąpień zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie, głoszących rychłe ostateczne zwycięstwo, wcale nie zanosi się na to, by został rozwiązany.

Przyczyn tego stanu rzeczy należy szukać w Nowym Testamencie, a konkretnie studiując zachowanie i mentalność Apostołów oraz tych ludzi w Izraelu, którzy podążyli za Chrystusem. Natychmiast uwidoczni się różnica pomiędzy nimi a zwalczającymi się wzajemnie tradsami i novusowcami: polega ona na stosunku do zastanych form religijnych. U Apostołów i uczniów brak było przeświadczenia, że są one nieadekwatne i należy je zmieniać – byli jednak otwarci na ich oczyszczanie i pogłębianie ich rozumienia, dzięki czemu byli w stanie przyjąć Chrystusa jako Mesjasza (istnienie takiego podejścia wśród ludzi jest zresztą koniecznym warunkiem sensowności jakichkolwiek misji). Dziś powszechne jest raczej podkreślanie nowości chrystusowego orędzia, głównie dla celów apologetycznych (ma to dowodzić, że Chrustus naprawdę żył i nie mogli  wymyślić galilejscy rybacy); zapomina się jednak przy tym często, że Chrystus samym sobą wypełnił to, co zapisano w Starym Testamencie, nie zaś znosząc go w sensie diametralnej odmiany.

Inaczej jest u wspomnianych zwaśnionych stron. Jedni odrzucają to, co wydarzyło się w Kościele po soborze, drudzy – to, co było przed nim. I jedni, i drudzy bardzo często używają też specyficznego wyrażenia, opisując swój stan przed świadomym przystąpieniem do którejś z opcji słowami: „dawniej, gdy byłem zwykłym, nieświadomym wiernym…”, lub za pomocą czegoś pokrewnego. Pomijając fakt, że takie podejście to prosta droga do acedii, taka forma negacji rzeczywistości, w której się funkcjonuje, a więc nie dążąca do pogłębiania swojej wiary w przeświadczeniu że to, co proponuje w danej chwili Kościół, daje pełnię środków służących zjednoczeniu z Bogiem (które mogłoby być w konsekwencji realizowane zarówno na drodze „tradycjonalizmu”, jak i nowych ruchów), lecz zasadzająca się w dużej mierze na przekonaniu o konieczności zmiany kursu, w jakim podąża Kościół, a także grzebania w zastanych formach religijnych, nie ma zbytniego poparcia w Piśmie Świętym, jest również sprzeczna z zaleceniami Ojców odnośnie cnoty pokory. Jest po prostu w sensie duchowym bardzo niebezpieczna.

Uprzedzając spodziewany zarzut związany z rzekomym odrzuceniem zastanych form przez Apostołów po Zmartwychwstaniu (rezygnacja z obrzezania itp.) – nie było to odrzucanie form w ten sposób, w jak dokonują go tzw. tradsi i novusowcy, lecz właśnie ich wypełnianie w związku z pogłębionych rozumieniem, wynikającym z dialogicznego charakteru Objawienia – po prostu, było to nic innego, jak tylko osławiony organiczny rozwój. O tych kwestiach więcej jednak w następnej notce.

Z powyższego dysonansu wynika moim zdaniem podskórna niechęć „kościółkowych  katolików” (wspaniały termin, ukuty swego czasu przez Szczepana Twardocha – mam nadzieję, że nie obrazi się że go sobie tutaj pożyczyłem ;) ) do dwóch zwaśnionych stron. „Kościółkowi katolicy” są bowiem przeświadczeni o stosowności form zastanych i szukają po prostu uświęcenia, bez ciągłego ustawiania się w opozycji do „czegoś” bądź „kogoś”. Wyczuwają, co jest w wiadomym sporze nie tak, choć zazwyczaj nie są tego w stanie sprecyzować.

Niestety, przez fighterów tradycji tudzież holy rollersów są przeważnie postrzegani jedynie jako poczciwa, swojska, ciemna masa (w mocno zawoalowanej formie przejawia się tu fałszywy, choć kuszący podział na wtajemniczonych mistyków, którzy pojęli istotę rzeczy i korzystający z przepisów, działający be głębszej refleksji lud).

C.D.N.

wtorek, 14 lipca 2009, esthel

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Dante, 82.160.33.*
2009/07/15 12:57:48
Co do obu stron, to ja myślę, że obydwie nie zgodziłyby się że są w klinczu. Jedni i drudzy uważają, że przeciwnik zaliczył ko tylko nie chce się do tego przyznać.
-
Gość: Studyta, 194.50.110.*
2009/07/17 12:13:02
Zapowiada się, jak zwykle, interesująco ale poczekam z komantarzami na pars secunda.
-
Gość: oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/18 13:49:59
Pars secunda będzie się (baaardzo) luźno kręcić wokół tematu, że zarówno neotomistom i modernistom przydałaby się patrystyczna tabletka przeczyszczająca, ale pojawi się dopiero w okolicach przyszłego tygodnia. Zapiski w zeszycie już są, ale nie mam chwilowo czasu ich uporządkować w formę notki.