Blog > Komentarze do wpisu
Agenda Heretycka rozdział drugi

Przypominając, że rozważania tyczą się głównie perspektywy wiernych świeckich, poniżej serwuję dalszą ich część. Voilla:

2. U Ojców Kościoła można zauważyć dwutorowe podejście do ludzkiej egzystencji jako takiej: z jednej strony życie jest ciągiem odrębnych zdarzeń, z których każde wymaga dokonania przez człowieka wyboru pomiędzy życiem i śmiercią (stosowny namiar biblijny), pomiędzy grzechem i postępowaniem zgodnie z wolą Boga; z drugiej zaś strony życie jest całością i dzięki dokonywanym wyborom ludzkie serce (stanowiące istotny symbol) może ulegać zmianom – w kierunku dobra lub zła.

Ludzka egzystencja ma w tym spojrzeniu swoją dynamikę i ta dynamika jest dla niej czymś konstytutywnym. Współgra ona z chrześcijańskim apofatyzmem, w którym zjednoczenie z Bogiem odbywa się nie w drodze jednorazowego zdobycia pełnej wiedzy o Nim, lecz jest stopniowym wstępowaniem – jest procesem, wchłaniającym w siebie całą osobę ludzką, a nie tylko władze rozumu.

Jeżeli przyjąć podobną perspektywę, pamiętając przy tym, że mistyka i dogmat nie są czymś rozbieżnym, lecz wzajemnie dopełniającym się, nie jest w konsekwencji czymś nadzwyczajnym uznanie, że Objawienie jako takie jest czymś więcej niż tylko jego zapis w Piśmie, że w swojej strukturze zawiera nie tylko objawiającego Boga, lecz także słuchającego Go człowieka, oraz że istnieje tu element napięcia i wspomnianej dynamiki – moim zdaniem wszystkie owe elementy powodują, że rzeczywiście można mówić sensownie o zmianach w rozumieniu dogmatów i nie będzie to równoznaczne z uznaniem, że można manipulować ich wewnętrznym sensem. Po prostu będzie to oznaczało stopniowe pogłębianie pojmowania Boga i oczyszczanie własnej i kościelnej ortopraksji.

3. Podobne podejście jest jednak traktowane w środowiskach tradycyjnych z najwyższą podejrzliwością. Weźmy na przykład pismo „Zawsze Wierni” – podobne koncepcje określane są tam jako niebezpieczny modernizm i subiektywizm, wypaczający wiarę i powodujący relatywizację nauki Chrystusa. Jest to błędne podejście. W tej chwili jednak chciałbym zwrócić uwagę na aspekt w zasadzie poboczny, jednak dobrze ilustrujący naturę tej kontrowersji. Mianowicie, rozumienie Tradycji o Objawienia w środowiskach związanych z tradycją katolicką jest w dużej mierze statyczne. Są one rozumiane jako coś, co zostało dane raz, w całości – Duch Święty nie pomaga w tym ujęciu Kościołowi na drodze rozwoju, lecz raczej „przypomina” treści już posiadane bez pogłębiania ich rozumienia. Jest to podejście, które cechuje pełna zachowawczość, na próby teologii uwzględniającej proces reagujące często bardzo agresywnie.

4. Przyczyn takiego, a nie innego stanu rzeczy jest imho kilka, z których dwa wydają mi się najważniejsze.

Po pierwsze, jeżeli wspominani obrońcy Tradycji o ludziach współczesnych powiadają czasem, że mają „chore umysły”, to ich samych należałoby określić „umysłami postsuarezjańskimi”.

Ciekawostka – znienawidzony przez tradycjonalistów Rahner jest jednym z prominentnych przedstawicielem nurtu teologii, który uprawia ją na filozoficzny sposób Suareza.

 Akwinata w swym dziele dokonał nie tylko syntezy teologicznej i odnosił się do Ojców, ale przede wszystkim jego dzieło należy czytać jako całość, by rozumieć jego teologię właściwie. Niestety, jego mniej zdolni intelektualnie następcy, uwiedzeni stosowaniem przez św. Tomasza ścisłych definicji i precyzyjnego języka, rozebrali jego teologię na różne działy i kierunki, i stworzyli system podobny do nauk przyrodniczych, gdzie każda dziedzina studiowana jest częstokroć sama w sobie, w mniejszym lub większym oderwaniu od reszty.

Akwinata został przez swych następców wyrwany z patrystycznych i apofatycznych korzeni, a jego teologią zaczęto posługiwać się jak filozofią. Bóg w Trójcy Jedyny i Jego Objawienie szybko podzielili los Boga filozofów i stali się konieczną Pierwszą Zasadą, niezmienną i którą w zasadzie nie trzeba sobie zaprzątać głowy z racji faktu, że wszystko jest tu raz na zawsze ustalone z żelazną logiką, tylko jedzie się dalej z teologicznym koksem.

Ponownie – statyczność.

 Po drugie, tradycjonalizm katolicki przeważnie historycznie ściśle wiąże się z monarchizmem, stanowiąc metafizyczne zaplecze monarchii. Z tym większą siłą dzieje się to współcześnie, gdy monarchizm i konserwatyzm są ukierunkowane historycznie i nie odgrywają większej roli, odrzucając współczesność w sposób czasem niemal histeryczny („szaleństwo rewolucji”, „szaleństwo współczesnego naukowego rozumi” itd.). Wiara i teologia łatwo mogą stać się w takich warunkach więźniem naukowych analiz, w których króluje zasada sprzeczności.

W konsekwencji twierdzenia teologii „przedsoborowej” nie są analizowane całościowo, uwzględniając kontekst historyczny, teologiczny i co właściwie chciano w nich powiedzieć, ale w ruch idzie wspomniana zasada sprzeczności i jeśli jakieś zdanie pozornie przeczy jakiemuś innemu zdaniu, to uznaje się iż jedno musi być heretyckie, a drugie prawowierne.

Teologia i wiara rozumiane są w tych warunkach na sposób wyraźnie prawno-karny (efekt prawa rzymskiego i zachodniej koncepcji grzechu pierworodnego?), statyczny i służą raczej walce ze znienawidzonym demokratycznym wrogiem, jako kolejne narzędzie służące dowodzeniu jego wynaturzenia. Konserwatyzm, a konkretnie jego postać odrzucająca „romantyzm” jako herezję, buduje sztywny system, równie mechaniczny jak systemy Suareza i jego kolegów, który w swoich analizach wydaje się być bardzo bezradnym, kiedy trzeba spojrzeć na sprawy wiary w sposób obejmujący całość egzystencji i w zanadrzu oferuje głównie negację.

 C.D.N.

niedziela, 19 lipca 2009, esthel

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Studyta, 194.50.110.*
2009/07/20 09:49:24
Gospodarzu, ja mam tylko nadzieję, że ukończony cykl poddacie pod dyskusję na Forum Frondy bo na blogu z traffikiem nietęgo :-)

-
Gość: wilk w ścianie, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/20 12:48:06
Ja się obawiam, że po konkluzji zawartej w ostatnim, trzecim wpisie, na FF może czekać mnie tylko anatema ;)