Blog > Komentarze do wpisu
Chrześcijaństwo w historii religii cz. II

Pierwszą z nich, w powszechnej świadomości wspólną dla wszystkich tradycji religijnych, jest mistyka. Mit zostaje w niej usunięty na rzecz „spiritual experience”, wspólnej, podskórnej rzeczywistości wszystkich religii. Pierwiastek absolutny jest tu związany z wymykającym się opisowi przeżyciem, dla którego wszelkie historyczne formy religijne stanowią jedynie próbę symbolicznego opisu; opisu, który nigdy nie jest w stanie wyczerpać tego, co nienazywalne. W ten sposób wszystkie drogi religijne rozumie się jako opcje kulturowe, w których wspomniane przeżycie zostaje ujęte w formę opisową, zawsze jedynie metaforyczną.

Dla mistyki nie ma miejsca na jakąkolwiek zwierzchność, która ograniczałaby mistyka. Doświadczenia mistyczne są w ostatecznym rozrachunku tajemnicze i bezkształtne. Nie jest w tym znaczeniu w gruncie rzeczy istotne, czy następuje tu negacja wszystkiego, czy też przeciwnie, stopienie się z całością rzeczywistości w wielkiej wszechjedni – sens jest ten sam i sprowadza się do powiedzenia „Ja to Ty” w stosunku do bóstwa. Religie są w tym znaczeniu zasłoną, odgradzającą od jedynej prawdy, tj. doświadczenia tożsamości wszystkich rzeczy. Do owej tożsamości dostęp mają właśnie mistycy jako ci, którym dane było wejrzeć w istotę rzeczy. Bóg jest tu pasywny, aby doznać mistycznego oświecenia należy podjąć samemu odpowiednie kroki. Koncepcja wszechogarniającej tożsamości jest jednocześnie zabójcą pojęcia osoby jako takiej.

Droga mistyczna, jak można wyraźnie dostrzec, analizując współczesną teologię, doktryny polityczne oraz opinię panującą wśród społeczeństw Zachodu, została niejako zdogmatyzowana, okazując się bardzo podatna na mariaż z zachodnim demokratyzmem i użyteczna jako fundament dla prób konstruowania przez kastę polityków ładu społecznego.

Druga możliwość to rewolucja monoteistyczna, której typiczna postać miała miejsce w Izraelu, odrzucająca mitologię jako nieuprawnioną samowolę człowieka. W rewolucji monoteistycznej miejsce mistyka zajmuje prorok, który nie utożsamia się z istotą wszechrzeczy, lecz staje wobec powołującego Boga (przy czym należy w tym miejscu podkreślić rewolucyjny charakter monoteizmu Izraela, w odróżnieniu od np. ewolucyjnego monoteizmu Indii, który w rzeczywistości wcale nie zerwał z mistyką). Prorocy obalają bożki i przekazują Słowo Boga, od podporządkowania się któremu zależy zbawienie. W mistyce chodziło o samodzielne zanurzenie się w Boga, stopniowe dążenie do zjednoczenia po ruchu człowiek->Bóg, podczas gdy w monoteizmie droga prowadzi od Boga do człowieka – to Bóg pierwszy wyciąga rękę i objawia się człowiekowi, dzięki czemu ten ostatni może dostąpić zbawienia (przez co, w odróżnieniu od ahistorycznej mistyki, monoteizm jest historią w dosłownym znaczeniu). Perspektywa zbawienia otwiera się dla chrześcijanina nie dlatego, że stapia się on z Bogiem w jedność w bezkształtnym przeżyciu, lecz z powodu działania samego Boga, którego wezwanie zostaje skierowane do ludzi. Aktywność chrześcijanina jest zawsze co najwyżej pochodną pierwotnej aktywności Boga, nigdy na odwrót.

Nie ma tu więc rozróżnienia między religią „z pierwszej” i „z drugiej ręki”, tak podstawowego dla mistyki, ponieważ nie istnieje podział na religię rzeczywistą oraz religijność nabytą. Święty i grzesznik podlegają temu samemu wezwaniu i otrzymują tę samą możliwość zbawienia oraz dostępu do Boga, wobec czego na pozór istotne różnice między nimi mają charakter drugorzędny. Mistyka w chrześcijaństwie ma również istotne miejsce, nigdy jednak nie zaistnieje tu, co podkreślał stanowczo m.in. W. Łosski, ścisły podział na mistykę (rzeczywistość) i dogmat (wtórny symbol) – zawsze będą one ze sobą nierozdzielnie związane, dzięki czemu każdy wierny ma, jak wierzymy, dostęp do zjednoczenia z Bogiem.

Nie mogę sobie przy tej okazji odmówić niewielkiego komentarza na temat prawosławia, wygłaszanego z pozycji zachodnich. Mianowicie, mając w pamięci wszystko, co dotychczas powiedzieliśmy, trzeba przyznać że dla łacinnika teologia mistyczna prawosławia oraz np. modlitwa Jezusowa to, na pierwszy rzut oka, czysty odlot przynależący do sfery mistyki w znaczeniu, jakie nadałem jej w tym wpisie. Dopiero po bardziej wnikliwej lekturze okazuje się, że radykalny apofatyzm sprowadza się w gruncie rzeczy do takiego ogołocenia się modlącego, by uzyskać pewność iż zjednoczenie, kiedy już nastąpi, będzie właśnie niczym innym jak tylko działaniem podjętym przez samego Boga, nie zaś ułudą i fałszem wytworzonym przez umysł ascety. Ciekawe1, co na to tutejsi wschodniacy.

Tak więc Ty, który czytasz te słowa, kiedy po raz kolejny w Wielką Sobotę przekroczysz mury kościoła i wsłuchasz się w słowa Pisma, pamiętaj że słuchasz czegoś wyjątkowego. I że kołaczcie, a otworzą wam.

wtorek, 31 marca 2009, esthel

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Studyta, 193.201.139.*
2009/04/02 13:15:24
Okoliczni wschodniacy nie znajdują w powyższym tekście powodów do polemiki w sprawie apofatyzmu i czekają niecierpliwie na megawpis, do którego dwa niniejsze są podobno przymiarka i rozgrzewką.
-
Gość: Studyta, 193.201.139.*
2009/04/02 14:50:30
Dobra, kilka uwag teraz:

1/ dokonujesz na początku trafnej krytyki (a przynajmniej opisu) tradycjonalizmu integralnego i jej prymitywnej redukcji na poziomie przeciętnego obywatela Systemu. I to jest OK. Natomiast pytanie: Jest li chrześcijaństwo jedynie jedną z form przebrania pierwotnego przeżycia mistycznego, wspólnego wszystkim religiom, w kulturę, czy też przeciwnie, jest prawdziwym głosem Boga, zasadniczo odmiennym od innych tradycji religijnych? jakoś niezbyt mi leży. Kryje się w nim jakiś odcień apologetyki, której nie lubię, chyba że chodzi o odpieranie zarzutów łacinników ;-DDD. A tak na poważnie to jestem zdania, że na to pytanie można odpowiedzieć i tak i tak i nie będzie to odpowiedź przecząca Prawdzie. Co więcej, właśnie stawianie sprawy na ostrzu noża mogło przyczynić się do nadmiernej racjonalizacji kerygmatu, której skutki widzimy dziś gołym okiem i okiem ubranym.
2/ nie wiem też czy zaproponowany schemat wyjścia z mitu odpowiada rzeczywistości. Koniecznie trzeba z niego wychodzić? Mythos obok Logosu może być jednym z narzędzi poznawania rzeczywistości, jej duchowego aspektu w szczególności. What dya think?
3/ egzegeza marności oświecenia bez zarzutu
4/ kiedy piszesz o mistyce i o mistyce w znaczeniu chrześcijańskim to mam wrażenie, że jest to trochę ekwiwokacja, nie lepiej byłoby jakoś odróżnić terminologicznie te dwie sprawy? 5/ Piszesz: Aktywność chrześcijanina jest zawsze co najwyżej pochodną pierwotnej aktywności Boga, nigdy na odwrót przeciwstawiając temu mistykę pogańską, która działa w kierunku człowiek Bóg. I znowu do końca nie jestem przekonany, że tak jest. Wydaje mi się, że między Bogiem a człowiekiem istnieje synergia (asymetryczna oczywiście, z racji różnicy ontologicznej) i że może ona przejawiać się także w niektórych prądach mistyki pogańskiej.

Tyle.
-
Gość: oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/02 19:42:44
1/ Pytanie zostało zadane tak a nie inaczej z racji przyjętej konstrukcji ramowej tekstu, tj. jest zadawane chrześcijaninowi przez chrześcijanina. Sens ogólny jest natomiast taki: czy rzeczywiście istnieje podstawa do totalnej relatywizacji i wrzucenia wszystkich prądów religijnych do jednego worka i przyklejeniu im etykiety pt. "wspólne wszystkim przeżycie religijne, przetłumaczone na język regionu X"? O to chodziło, tak że żadna apologetyka w sensie udowadniania że my jesteśmy cool a inni nie nie była moim zamysłem.

2/ Mitu jako pojęcia użyłem (za Ratzingerem) w sensie próby zebrania rozproszonych doświadczeń w jeden całościowy ogląd, opis świata zakrojony na szeroką skalę. Wyjście z mitu polega tutaj konkretnie na świadomym ustosunkowaniu się do tego, czym ten mit właściwie jest. Mistyka traktuje go jako symboliczny przekaz nt. jakiejś konkretnej, tajemnej rzeczywistości, monoteizm odrzuca bogów jako kłamstwo i podaje przekaz o prawdziwym Bogu, oświecenie neguje wszystko jako brednie. Dlatego kiedy piszesz o wspólnej egzystencji mythosu i Logosu to imho piszesz już z pozycji kogoś, kto takiego wyjścia z mitu dokonał i interpretujesz mit z konkretnej pozycji metafizycznej. W tym momencie koegzystencja faktycznie jest możliwa i nawet może być pozyteczna.

4/ True, true. Postaram się znaleźć jakiś chwytliwy termin ;)

5/ Trzeba pamiętać, że jednym z kardynalnych punktów różniących te dwa typy mistyki jest, ze strony pogańskiej, połączenie się z całością bytu, "roztopienie" się w Bogu i zanik odrębności, zaś od strony chrześcijańskiej jest to relacja osób których nie da się zredukować do prostej tożsamości. Wiadomo rzecz jasna, że nie jest tak że granicę za każdym razem da się postawić wyraźnie, niemniej jednak "mistyka" i "monoteizm" w wydaniu Izraela/chrześcijańskim jako koncepcje religijne różnią się fundamentalnie.
W zasadzie nie ma też między nami większego sporu w tej kwestii, bo tak naprawdę to, co nazywasz roboczo "mistyką pogańską" niekoniecznie musi podpadać zawsze pod drogę "mistyczną"; ten termin ("mistyka pogańska") jest imho zbyt szeroki gdybyśmy chcieli dokładniej zbadać sprawę.