Blog > Komentarze do wpisu
Chrześcijaństwo w historii religii cz. I

Już wkrótce w Kościele zachodnim jak co roku wierni wysłuchają podczas Wielkiej Soboty historii zbawienia. Czytania z tego dnia, mimo że bardzo długie, są dla mnie, jeśli można tak powiedzieć, sensem całego roku. Jednak w rozmowach z innymi dostrzegam od jakiegoś czasu pewien rodzaj znużenia. Dobra Nowina przestaje być czymś, co jest w stanie nadać dynamikę ludzkiemu życiu, a zaczyna przekształcać się w przyzwyczajenie. W coś, co zostało współczesnym przekazane przez przodków, a co jest jedynie elementem zastanej kultury.

Sytuacji nie poprawia bynajmniej zestawienie królów i proroków Izraela, czy też świętych, z wielkimi postaciami innych religii. Izrael ze Starego Testamentu i jego porywczy przywódcy bardziej pasują, ze swoimi matactwami, skłonnością do nierządu, chytrością czy też przemocą, do gabisiowego opisu Żydów z Monologu błazna niż, powiedzmy Buddy, Al-Gazalego czy nawet Ghandiego. Zresztą, już św. Augustyn, po lekturze Hortensiusa, miał rzec iż Biblii „nie godzi się zestawiać z godnością tuliańską”, zaś np. św. Ambroży stawał na głowie by ukazać króla Dawida w jak najlepszym świetle.

Współcześni wyznawcy Chrystusa znajdują się pod ciągłym ostrzałem, wspieranym przez psychologów i świeckich historyków religii, a także „teologów”, pielęgnując coraz silniejsze przeświadczenie, że chrześcijaństwo na mapie religijnej świata stanowi tylko jeden z wielu równorzędnych elementów, zaś roszczenie do posiadania prawdy jest w najlepszym wypadku przejawem ignorancji, w najgorszym – świadomej arogancji. W świecie, w którym w każdej chwili można za pośrednictwem różnego rodzaju przekaźników spotkać się z odmiennością kulturową, bardziej niż kiedykolwiek nasuwa się natarczywa myśl, że w rzeczywistości wszystkie religie stanowią różne drogi do tego samego. Jasne staje się, że przeżycia mistyczne w gruncie rzeczy wszystkich religii sprowadzają się do tego samego, zaś wynikające stąd tradycje religijne posługują się po prostu różną symboliką, tak jak różne są języki. W tym ujęciu np. jogini, derwisze, szamani czy też mnisi z góry Atos uczestniczą po prostu we wspólnym religijnym doświadczeniu ludzkości, będąc (nawet nieświadomie) posiadaczami religii „z pierwszej ręki”, podczas gdy masy wyznawców, nie będących mistykami, poruszają się w obrębie narzuconej tradycji, nie dotykając istoty rzeczy oraz trwoniąc czas na wzajemne przepychanki o to, kto posiada prawdę. W powszechnej świadomości to właśnie mistyka jest kołem zamachowym duchowości, pochodząc niejako „z pierwszej ręki”, podczas gdy religie (w sensie uporządkowanych systemów) są czymś drugorzędnym, i w tym sensie można dowolnie zmieniać wyznania w zależności od potrzeb, lub też trwać przy religii ojców, jednak ze świadomością że równie dobrze można by uczestniczyć w każdej innej formie religijności z jednakowym skutkiem.

W takim ujęciu, słuchane słowa Pisma na temat stworzenia, przymierza z Noem, wyprowadzenia z Egiptu itd. nie są niczym innym, jak pewną formą baśni, przeżyciem mistycznym ubranym w literacki opis i symbole, charakterystyczne akurat dla ludzi żyjących w tym a nie innym punkcie globu. Co więcej – badania biblistów do pewnego stopnia zdają się jak najbardziej potwierdzać tę tezę. Wierny na liturgii zostaje z niej w ten sposób wyrwany, podejrzewając iż uczestniczy w jakiejś wielkim przedstawieniu, wydarzeniu o zabarwieniu bardziej psychologicznym niż dotykającym Boskiej rzeczywistości.

Jak wobec tego jest naprawdę? Jest li chrześcijaństwo jedynie jedną z form przebrania pierwotnego przeżycia mistycznego, wspólnego wszystkim religiom, w kulturę, czy też przeciwnie, jest prawdziwym głosem Boga, zasadniczo odmiennym od innych tradycji religijnych? Wszystkim, którzy zadają sobie czasem podobne pytania, dedykuję ten wpis.

 Pierwszą rzeczą, jaką uzmysławia sobie badacz religii, jest – tu posiłkuję się jednym z wykładów Josepha Ratzingera z lat `60 – „moment historyczności” religii, polegający na istnieniu pewnego dającego się zauważyć procesu ich stawania się i dalszego rozwoju, jak również istnienie nieredukowalnych różnic.

W sensie schematycznym, mamy do czynienia z taką oto strukturą:

Prymitywne doświadczenia religijne -> Religie mityczne -> Wyjście z mitu

Pierwotne doświadczenia religijne najpierw zostają usystematyzowane w dającą się ogarnąć strukturę mitologiczną. Nie ma tu jeszcze mowy o mistyce sensu stricto – dopiero przełamanie mitu, będące próbą zdarcia przez człowieka zasłony przesłaniającej istotę rzeczy, otwiera drogę do Absolutu i pozwala się do niego ustosunkować w sposób prawidłowy.

Wyjście z mitu przebiega w trojaki sposób, i jest to: wejście w mistykę, rewolucja monoteistyczna lub też oświecenie (pojmowane jako ściśle racjonalny ogląd rzeczywistości). Właściwe zrozumienie tego ostatniego jest warunkiem, od którego zależy udzielenie odpowiedzi na pytanie zadane na początku.

Pierwsze wielkie oświecenie w znaczeniu, jakie nadaliśmy temu pojęciu powyżej, dokonało się w Grecji. Wszystko, co przednaukowe (a więc także mit) zostaje tu odrzucone na rzecz poznania racjonalnego. Religie tracą znaczenie jako narzędzie trafnego opisu rzeczywistości, zaś ich jedynym celem staje się dostarczenie ceremoniału, który pozwoli lepiej organizować i scalać społeczność. Element absolutny, charakterystyczny dla religii, tutaj występuje pod postacią niekwestionowanego prymatu racjonalnego poznania (dziś właśnie oświecenie dominuje jako wybierana przez ludzi opcja). W tym miejscu pojawia się najistotniejszy punkt – wymóg czystej racjonalności powoduje, że oświecenie nie wyjaśnia rzeczywistości w tym samym sensie, w jakim robią to religie, pojawiają się w nim również pewne nieprzezwyciężalne paradoksy. Odpowiedź na mit, jakiej udziela oświecenie, nie dotyczy nigdy tzw. pytania ontologicznego, ponieważ odpowiedź na nie leży poza obszarem, jaki jest dostępny metodzie naukowej. Jak pisał Popper, nauka nie ma dostępu do episteme ani nawet prawdopodobieństwa, nigdy nie będzie mieć, zaś naukowy Absolut to nieskończona zmienność teorii. Jednocześnie proces naukowy jest bardzo platoniczny, oparty na metafizycznym przeświadczeniu że świat to rzeczywiście kosmos (w pierwotnym znaczeniu słowa, tj. coś uporządkowanego) i to, co da się pomyśleć, znajduje swoje potwierdzenie w obserwacjach.

Nasuwają się wobec tego dwa oczywiste wnioski: po pierwsze, oświecenie nie jest w stanie zaspokoić umysłowości teistycznej ani tym bardziej wprawić jej w zakłopotanie, oferuje bowiem odpowiedzi które teizm już w sobie zawarł wcześniej. Po drugie, daleko ważniejsze – specyfika oświecenia, polegająca na wyłączeniu Absolutu i episteme z obszaru swoich zainteresowań i odmowie tym pojęciom posiadania jakiegokolwiek sensu powoduje, że nie można w sposób racjonalny dokonać sensownego i rzeczywistego wyboru między mistyką i monoteizmem, ani nawet pomiędzy różnymi drogami w obrębie tych dwóch wielkich nurtów. Nie można zatem mówić o rzeczywistej tożsamości różnych religii, ponieważ w sposób racjonalny nie można mieć teoretycznego wglądu w proponowany przez owe religie kontakt z Absolutem (droga racjonalna, jak pokazaliśmy, samodzielnie neguje swoją własną absolutność). Jedyną drogą jest droga wiary, czego konsekwencją jest konieczność uznania, że różnice między religiami nie tylko istnieją, ale mają one – ponieważ dotyczą relacji między człowiekiem i Bogiem oraz sposobu, w jaki taka relacja się strukturalizuje - charakter zasadniczy.

Mając na uwadze powyższe, przyjrzyjmy się teraz dwu pozostałym możliwościom wyjścia poza obręb mitu.
wtorek, 31 marca 2009, esthel

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Eleazar ben Jair, 82.160.33.*
2009/04/01 11:41:39
No nie, z tymi Żydami to walnąłeś jak łysy grzywką o kant kuli. Po uważnej lustracji takiej mitologii greckiej król Dawid może być spokojnie postawiony obok królów pochodzących z Hellady, nie mówiąc już o tym, że moralnie to przewyższa nawet kilku bogów olimpijskich.
-
Gość: oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/01 13:51:05
Zostawiając na chwilę na boku kwestię, czy porównanie powinno dotyczyć króla Dawida postaci stricte mitologicznych (moim zdaniem nie), to podany przez Ciebie argument idze po mojej myśli bo jest mimo wszystko równaniem w dół.
-
Gość: Eleazar ben Jair, 82.160.33.*
2009/04/01 14:39:19
A mógłbyś rozwinąć swoją wypowiedź, bo niestety nie chwytam jej sensu. A przez to nie wiem czy się z nią zgadzam czy nie.
-
Gość: oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/01 14:43:49
Najpierw Ty rozwiń swoją, bo teraz to z kolei ja nie wiem o którą moją wypowiedź Ci chodzi :))))
-
Gość: Studyta, 193.201.139.*
2009/04/01 17:09:20
Esthelu Esthelu dlaczego starasz się pisać "racingerem"??
-
Gość: oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/01 18:19:12
"Wielka mądrość odsłoniła się w jego wykładach i wszyscy, którzy go słuchali, stawali zdumieni, gdyż oto wdzięk młodości połączył się z siłą wieku męskiego oraz mądrością i dostojeństwem starości".

-
2009/04/18 21:54:18
Wysłuchają (już wysłuchali) nie podczas Wielkiej Soboty, ale podczas Wielkiej Nocy.