Blog > Komentarze do wpisu
The way we live now (1) - scholia

Jakże znakomity, długo oczekiwany i ledwo odzyskany tekst Studyty (oklaski) skierował mą uwagę na różne wątki. Jeden z nich chciałbym poruszyć w tym miejscu, a jest to problem śmierci w świadomości uczestników Wiecznych Juwenaliów.

Z pewnością każdy zgodzi się, że śmierć jest dziś tematem zakrzyczanym i zasłoniętym przez inne - i będzie to truizm. Ale nie do końca trafny, o czym za chwilę.
Przede wszystkim śmierć jest rugowana przez jednostkę z jej własnej egzystencji, na ile to tylko możliwe. Dopiero podczas tragedii w najbliższym otoczeniu coś się człowiekowi na chwilę "odkorkowuje" w głowie, jakaś szufladka się otwiera i zazwyczaj następuje wówczas chwila ciszy lub mamrotania pod nosem, wypełniona tzw. myślówą. Często idzie to w parze z jakimś bardziej spektakularnym wybuchem rzewnego nastroju lub oznak przywiązania do drugiego człowieka tuż po katastrofie. Ewentualnie ludzie podejmują wreszcie jakieś decyzje, wybudzając się na moment z letargu, przez mgnienie oka świadomi tego, czym jest kompletne życie ludzie.
Po tych którkotrwałych objawach wszystko szybko wraca do normy.

Skalę wyrugowania śmierci i cierpienia z kultury widać było szczególnie wyraźnie podczas wojen w Afganistanie i Iraku, gdzie żelazną zasadą było podkreślanie, że żołnierze właściwie nie giną, a wszelkie tragiczne "wypadki" nie brały się tyle z faktycznych działań wojennych, co były raczej nieszczęśliwymi zbiegami okoliczności.
Presja jest tu tak silna, że społeczeństwa są skłonne histerycznie atakować własnych polityków tylko po to, by wreszcie wyprowadzić armie z groźnego terenu, za wszelką cenę, byle tylko uciszyć wreszcie dopływ złych wiadomości i oddalić na ile się tylko da groźbę uszczerbku na zdrowiu.

Jest jednak i druga strona medalu. Wielką popularność zdobywają różnego rodzaju zdjęcia i filmy z tragicznych wypadków, walk, krwawe sceny przemocy - pełno tego w sieci, a liczba odwiedzin zawsze robi wrażenie. Jest to - jak sądzę - taki sam erzac w stosunku do prawdziwego życia, jak są nim sporty ekstremalne w stosunku do prawdziwych wielkich wypraw i wyczynów.
Egzystencja nie znosi pustki - wyrugowana śmierć wraca jako budzące grozę, ale i fascynujące igrzysko, małość i tchórzostwo ludzi, którzy nie są już w stanie sięgać po prawdziwe trofea znajduje ukojenie w postaci aktywnego wypoczynku, rzecz jasna nie dłuższego niż tydzień-dwa.

środa, 14 lutego 2007, esthel

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/15 11:07:39
Póki nikogo nie ma, scholium nr 2:

Najważniejszym elementem wyrwania się z Wiecznych Juwenaliów jest uczynienie podobnego skoku, jaki dokonuje się między rozpoczęciem szkoły przez kilkuletnie dziecko, a potem przy przejściu w wiek dojrzewania, wreszcie do etapu "licealnego", kiedy coś tam już się wie, zaczyna się rysować wizja samego siebie, ale jeszcze dany człowiek nie jest w pełni odpowiedzialny za siebie, ani nie jest w stanie się utrzymać.

Ważna w takich przeskokach jest relacja uczeń-mistrz. Początkowo tym mistrzem są dorośli, w wieku dojrzewania - głównie rówieśnicy, później znów powinni nim być ludzie starsi i bardziej zaawansowani na życiowej drodze.
Tak jednak się nie dzieje. Relacja uczeń-mistrz nie ustanawia się w dalszych etapach. W czasie studiów między studentem a wykładowcą nie ma już żadnej specjalnej chemii. Zdobywa się oceny i już. W naturalny sposób w dalszej kolejności dana osoba zaczyna zarabiać, ale pozostając mentalnie na etapie studenta, który jeszcze jest beztroski. Samodzielne utrzymanie się daje iluzję odpowiedzialności i dorosłości, czasem dochodzą do tego także dzieci.
Ale w większości wypadków nie ma już do czego dążyć pod względem osobowości, to dążenie zostaje zastąpione przez chęć zdobywania coraz wyższych stanowisk.
-
Gość: A.R.Seniusz, 193.201.139.*
2007/02/15 14:14:19
Kiedyś takim odnośnikiem byli ludzie starsi, np. dziadkowie. Zmiany społeczne zachodziły znacznie wolniej więc ich doświadczenie życiowe nie podlegało szybkiej dezaktualizacji. Przypominam sobie historię opowiadaną przez pewnego Meksykanina z Kalifornii, któremu babcia wkładała do trampek odwrócone koroną do góry kapsle od butelek ucząc go w ten sposób umartwienia.

-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/15 14:18:03
Damn. Zapomniałem na smierć, że część komentarza miała dotyczyć relacji rodzice-dzieci :\
-
Gość: A.R.Seniusz, *.chello.pl
2007/02/15 22:36:52
O fak! Ale i tak mądrze prawisz.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/16 11:53:34
Się wie! ;-D

Od jakiegoś czasu chodzi mi jednak również po głowie myśl, w jaki niby sposób młody człowiek miałby się wyrywać z tego schematu, jeżeli zwyczajowe autorytety idą do kąta.

Bo nie jest przecież tak do końca prawdą, że młody-stary cyborg korporacyjny czuje się cyborgiem. Jedną sprawą jest fakt, że może czuć że coś jest nie do końca tak, jak powinno, ale innej wartościowej rzeczywistości przecież nie zna.

Tudzież jego kumple-rówieśnicy przecież dalej są fajni, weseli, zakładają rodziny itd., mimo bycia cyborgami. A więc mesydż jest taki, że to zwykłe i normalne koleje losu.
-
Gość: Lordofosaka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/16 14:38:02
Mnie uratował nowicjat, gdzie relacja uczeń-mistrz rzeczywiście powstała i pomogła mi znaleźć autorytet.

Rozwiązania są. :D
-
Gość: A.R.Seniusz, *.chello.pl
2007/02/16 15:49:48
Oczywiście że nie żyjemy jeszcze w świecie Huxleya a poszczególni ludzie są ludźmi masowymi w różnym stopniu, ktoś w 20%, ktoś w 70%. Mesydż jest taki jaki piszesz, bo nie ma atrakcyjnych kontr-wzorców a nie ma ich bo są praktycznie nieobecne w mediach. Kółko się zamyka, każdy musi dziś szukac sobie wzorców sam jeżeli przypadkiem wybudzi się z drzemki.
-
Gość: Aibhill, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/17 09:58:19
Się zgadzam z Panem Andrzejem, mądrze prawisz. W ogóle mądrze prawicie, o.
-
Gość: Aibhill, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/24 12:49:03
Esthel, napisz coś nowego i lekkiego. I powiedz, kogo masz w awku.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/25 13:40:56
Nie powiem, przecież to la kąkurs :->
Ale podpowiem, że Francuzka.

Coś machnę w tygodniu, pogoda znów się robi fajoska i zacznie mnie pewnie nosić.
-
Gość: Aibhill, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/25 14:48:43
A jak tam Katarzyca?