Blog > Komentarze do wpisu
Sługusi ZUSu i ludzie-Gollumy

1. W 1640 roku, podczas snu, cudownie odrosła amputowana dwa lata wcześniej noga Miguela, 23-letniego wieśniaka z Calandy. Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym wydarzeniu. Rzuca ono jednak światło na poczynania facetek z ZUS-u, które co roku odwiedzały mojego ś.p. wujka Kazika w jego mieszkaniu na osiedlu Tysiąclecia w Katowicach (nota bene, mieszkał na 10. piętrze, a właściwie półpiętrze, dokąd prowadziło kilkoro stromych schodów, na których spółdzielnia nie zgodziła się wybudować kładki, by mógł na wózku - miał amputowane obydwie nogi - zjeżdżać sobie do windy), aby, jak zwykle, dopełnić formalności i przyznać mu rentę na kolejne 365 dni.
Zatem wuj, człowiek o pogodnym usposobieniu, wyznał któregoś razu owym niewiastom, że w zasadzie to one są jego jedyną nadzieją i sensem w życiu. Kiedy spojrzały nań jak na idiotę, oznajmił, że te coroczne odwiedziny każą mu sądzić bez cienia wątpliwości, iż w takim razie nogi w końcu kiedyś odrosną. Dziwnym trafem, nie przyszły więcej. Ech!

2. Obecny Wielki Post upływa mi przede wszystkim na dwóch czynnościach: czytaniu całości dzieła błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich, tudzież odmawianiu Kanonu pokutnego. W związku z tym drugim chciałbym napisać parę zdań.
Przede wszystkim na początku czułem się jak jakiś muzułmaniec, podczas czynienia prostracji. Coś się we mnie burzyło przeciw stukaniu czerepem o posadzkę. Szybko zidentyfikowałem, o co chodzi - podświadomie, choć pleniłem je ostro, pozostały mi resztki przekonania, że liczy się wnętrze i duch, a litera to sprawa drugorzędna, w zasadzie nieistotna. To popłuczyny po naiwnym i dopiero (!) powierzchownym stwierdzeniu, że Nowy Testament usunął Stary.
Przez nie człowiek bardzo łatwo potrafi się wyobcować (nie tylko w wierze) i teoretycznie uznawać Kościół jako drogę zbawienia, ale mimo to pogardzać nieco wszystkimi innymi Jego członkami i skupić na sobie, na własnym rozwoju.
Oczywiście, na dłuższą metę prowadzi to do różnych dziwacznych wypaczeń. A przede wszystkim staje się negacją Ewangelii, której sensem jest wyzwolenie człowieka, które tu na ziemi potrzebuje świadków. A tu znowuż wracamy do kwestii zewnętrznych gestów i słów. Zamknięcie się w sobie, nawet podyktowane szczytnymi przesłankami, prowadzi często do destrukcji (nawet mnisi żyją do pewnego stopnia wspólnie).
No i przede wszystkim, pomyślałem, że odzywa się we mnie bunt nowoczesnego człowieka, będący w istocie buntem starym jak świat, który każe mi sądzić, że Ewangelia jest czymś tak wielkim i wzniosłym, że nie potrzebuje jakichś śmiesznych, feudalnych gestów.
A w rzeczywistości takie gesty mają w sobie wiele z ducha Sakramentów i czynią religię czymś całkowicie realnym, nie tylko filozofią. Upadając na twarz wkraczam na tą samą płaszczyznę, którą wybrał Pan, gdy zdecydował by objawić się na świecie w konkretnym miejscu i konkretnym czasie. To właśnie Tu mam największą szansę naprawdę Go spotkać.
Tak więc pozbyłem się głupich uprzedzeń, co poczytuję sobie za wielki sukces tegorocznego Postu.

Przy okazji przychodzi mi na myśl, że w dobie McDonalzyzacji życia, ma się często do czynienia z McSpowiedzią - dziś wbrew pozorom trudno o dobrą spowiedź. Zupełnie jakby w postświecie człowiek został pozostawiony samemu sobie i żądano od niego, by wykazał swą wielkość i pierwszy, sam od siebie, zaczął szukać sensu i prawdy. A dopiero, gdy okaże się ich godzien, dostaje je w zamian. Już nie jest, jak kiedyś, prowadzony za rękę.
Oczywiście abstrahuję tu od zlewki serwowanej przez samych spowiedników, ale coś w tym jest - mało komu się chce i najpierw należy zechcieć szukać samemu.
Szczerze mówiąc nie jestem pewien, co o tym sądzić.

3. Sroga awantura o Rospudę wywołała u mnie nostalgię za niegdysiejszym mocnym zauroczeniem szkoła austriacką, która przejawiła się w stwierdzeniu, że kilof w plery kumakom, grunt, że dzięki lepszej sieci dróg łatwiej będzie o inwestycje i ułatwi się handel, co w dłuższej perspektywie poprawi standard życia ludziom.
Nagle myślę: oł siet! Przecież tak myślą ludzie-Gollumy!
Bo zobaczmy, jak wygląda życie człowieka-hobbita. Nie ma on najnowszego modelu zmywarki, to jasne. Ale - to najważniejsze - będąc zależnym od natury i wpisując się w jej zwyczajny cykl narodzin i śmierci staje się fatalistą, który wszystko bierze jako, uwaga, naturalne i nieuchronne. Zależność od natury ma zupełnie inny charakter niż zależność od trendów społecznych i marketingowych. Ona nie deformuje człowieka w jakieś zaprzeczające własnej istocie nie-wiadomo-co, ale właśnie pozwala mu pozostać sobą samym.
Człowiek-hobbit wszystko przeżywa naprawdę, świadom swoich słabości, ale też i nie ucieka przed nimi panicznie. Przyjmuje rzeczy takimi, jakie są. I dzięki temu jest pogodzony ze swym otoczeniem, nie musi podporządkowywać go sobie za wszelką cenę.
Wie, że sam nie jest centrum i wie, co to pokora. Nie tworzy własnego świata lecz żyje w tym, który istnieje naprawdę i ceni tych, którzy byli wielcy w prawdziwym życiu, nie zaś tych, którzy byli wielcy w tworzeniu iluzji życia. Człowiek-hobbit nie żyje duchowo, ale bije realne pokłony.

wtorek, 27 lutego 2007, esthel

Polecane wpisy

  • Trochę nekrolog, a trochę wręcz przeciwnie

    No i proszę. Powrót po latach. Równie niespodziewany co i bezradny, bo w samym środku blokady na jakiekolwiek pisanie. Postraszyli mnie jednak – niewątpli

  • komiksowa top lista luty 2010

  • ogień

    W Twym chlebie żyje ukryty Duch, który nie może być spożyty; w Twym winie płonie ogień, który nie może być wypity. Duch w Twym chlebie, ogień w Twym winie są wi

Komentarze
Gość: A.R.Seniusz, 193.201.139.*
2007/02/28 11:56:08
Trafne uwagi dotyczące wagi gestów, zachowań itp. Człowiek to "nefesz" czyli dusza i ciało traktowane jako jedna całość i dlatego wewnętrznym aktom skruchy powinny towarzyszyć widzialne, fizyczne znaki. Jeżeli tego brakuje to chrześcijaństwo zaczyna zmieniać się w spirytualizm, kształtowany według własnego widzimisię człowieka. W tym kierunku pojechał radykalny protestantyzm, szczególnie ten wywodzący się z pnia kalwińskiego.

Nie do końca jest dla mnie jasne, o co Ci chodzi z tą spowiedzią. Spowiedź to jedno, porada duchowa to inna rzecz, kierownictwo duchowe to jeszcze insza inszość. W czasie Wielkiego Postu trudno oczekiwać od przemęczonych kapłanów czegoś więcej niż wysłuchania spowiedzi i udzielenia absolucji. BTW, w Grecji jest zasada, że tylko niektórzy, zazwyczaj starsi i doświadczeni księża, mają od biskupa prawo do głoszenia kazań i spowiadania wiernych. To dobra tradycja, uwzględniającą fakt, że wnętrze każdego człowieka to niepowtarzalny mikroświat i nie należy otwierać go przed każdym, na kogo nałożono ręce. Piszesz też, że dziś trzeba zachcieć szukać a mnie się wydaje, że zawsze tak było, tylko że teraz być może te poszukiwania są trudniejsze.

Co do ludzi-hobbitów to lepiej ich nie idealizować, warto pamiętać o tym, że jak tylko pojawiły się możliwości opuszczenia Hobbitonu, oni chętnie to zrobili. Miraż lepszego życia okazał się kuszący, zresztą czasami to nie był miraż, w XIX wieku naprawdę warto było spróbować szczęścia jako farmer w Ameryce zamiast kisić się np. w karpackiej skrajnej nędzy. Często mówi się, że Ameryka to kraj wyrzutków, nędzarzy, nieudaczników, którym nie wiodło się w Europie ale czy nie jest tak, że ci najbardziej kiepscy z kiepskich właśnie pozostali na miejscu?

Generalnie dzięki za kolejny inspirujący wpis. Cieszę się, że Wielki Kanon pomógł Ci w wejściu w post.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/28 13:43:58
1. Spowiedź - generalnie kiedy przychodzę z poważnymi grzechami (tzn. poważniejszymi niż zwykle) wolałbym jednak dostać na plery jakąś poważną pokutę, nie "odklepanie" dziesiątki różańca. W takich wypadkach wytwarza się wrażenie, że cokolwiek byś robił, jest dobrze. A chyba jednak chodzi o to, by wiedzieć, że cokolwiek się robi, jest droga powrotu, ale wymaga ona mimo wszstko wysiłku. Bardzo trudno mi to dokładnie wyrazić, ale czasem mam wrażenie, że jestem spławiany, a sam sakrament - bagatelizowany.
Bardzo ciekawe jest to, co piszesz o tradycji grackiej. Faktycznie, jest to poważne rozwiązanie. Może warto byłoby ją wprowadzić na szerszą skalę.

2. Myślę, oczywiście nieco idealizując, że Ameryka pozwoliła ludziom-hobbitom wyzwolić to, co zostało wyzwolone podczas wyprawy z pierścieniem - ich własne dorównanie wysokości zadania.
To, że nie wrócili w swoje strony, to inna sprawa - część wolała na stałe odpłynąć na Zachód, zmieniona wewnętrznie, a część stała się Gollumami.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/28 14:49:05
Jeszcze a propos hobbitów - tak na serio we wzmiance o nich chodziło mi o to skupienie na konkrecie, którego człowiek potrzebuje żeby pozostać sobą, a które skutecznie broni go przed odlotem w zbyt wyimaginowane historie.

Zresztą zauważyłem u siebie samego, że im bardziej odchodzę z jedynie mozolnego budowania sobie duchowości do łączenia tego procesu z wyjściem "do ludzi", potrafię się do nich bardziej zbliżyć.
Skupienie na duchu, jak zauwazyłeś u siebie, niesie ze sobąsporo niebezpieczeństw. Jednym z nich jest fałszywa empatia. Polega ona na tym, że współczujesz ludziom w cierpieniu, sam cierpisz kiedy odchodzą itd. W rzeczywistości jest to współczucie dla samego siebie, bo mi mój własny świat zostaje zdemolowany.

Kiedy jednak zaczynasz akceptować śmierć, cierpienie itp. jako coś immanentnie związanego z życiem (tym bardziej, że, jak wierzymy, na stałe weszły one na świat przez grzech), wówczas przestajesz je demonizować i godzisz się z nimi, a innych ludzi zaczynasz traktować jako należacych do Boga, ale też najpierw do samych siebie, a dopiero potem do Ciebie - dzięki temu związki między ludźmi zyskują jakiegoś, bo ja wiem, dostojeństwa, a na pewno godności. Zaczynacie się traktować nawzajem coraz bardziej serio, a o to w końcu chodzi.

To mi się podoba w ludziach-hobbitach, bo mają po temu spory potencjał, w zasadzie za darmo dostają możliwość takiego życia.

Tu chyba również leży właściwa granica między życiem chrześcijanina, który w życiu osiąga także coś materialnie, a sługusem Mamony, który wciaga się w wirtualne kreacje.
-
Gość: A.R.Seniusz, 193.201.139.*
2007/02/28 14:57:08
A ja jeszcze o spowiedzi. Dobrze jest czasem dostać cos większego "na pokutę" ale to przecież detal wobec istoty spowiedzi. Spowiedź to szczere wyznanie swoich grzechów Bogu a kapłan tak naprawde nie udziela ci rozgrzeszenia, bo grzechy wybacza tylko Bóg. Jest on przede wszystkim świadkiem, który potwierdza, że dzięki wyznaniu grzechów jesteś ponownie włączony w Ciało Chrystusa. Oczywiście dotyczy to sytuacji normalnych, kiedy spowiadasz sie dajmy na to z mordertstwa czy zdrady małżeńskiej, mamy zupełnie inny "case".

Kiedyś spowiadano się publicznie, potem, z różnych względów rolę wysłuchujacej kongregacji wzięli na siebie prezbiterzy. To, że przychodzisz do Boga aby otwarcie wyznac mu swoje grzechy jest sto razy wazniejsze od tego, czy dostałes jakąs pokutę. Bóg wysłuchał i wybaczył, pokuta to po prostu małe ćwiczenie dla ciebie.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/28 18:02:15
A to akurat jest oczywista sprawa. Zresztą, często by w ogóle wybrać się do spowiedzi, tzn. uznać się za gotowego do niej, trzeba sporo najpierw posprzątać.

BTW jako ciekawostkę dodam, że z kumplami po pierwszej w życiu spowiedzi wazyliśmy się po powrocie do domu :->
-
Gość: Pan na Osace, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/28 23:22:06
Cóż, ja do spowiedzi chodze najczesciej podczas liturgii pokutnych. Wsrod modlacej sie i spiewajacej psalmy wspolnoty stoja prezbiterzy i spowiadaja. Niesamowite, bo z jednej strony spowiadam sie indywidualnie kaplanowi, a z drugiej wspolnota widzi mnie, grzesznika zalazacego im za skore, kleczacego. Jest taki myk, ze po rozgrzeszeniu to prezbiter bierze pod ramiona i podnosi z kolan. Mocne. A spowiedz jest dla mnie straszna, bo prezbiter pomaga mi nazwac moja sytuacje. Precyzyjnie jak chirurg, ale bez znieczulenia pokazuje mi, że tkwię w śmierci i wcale nie chcę z niej wyjść. Ale na koniec słyszę słowa "Pan odpuścił tobie grzechy. Idź w pokoju". Kurde, to naprawde niesamowity sakrament. Wstawiennictwo Kościoła. Ech, życie.


-
Gość: Pan na Osace, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/28 23:29:35
Nie moge... Sw. Ignacy jak Guybrush:P
www.jesuit-ua.org/images/image011.gif
-
Gość: oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/03/22 15:39:23
:D
-
Gość: Lordofosaka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/11 00:21:06
Tej, a kiedy Waćpan wpisa dasz, hę?
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/13 10:55:35
No wiem, obciach że nic ni ma od dawna, ale już Studycie mówiłem, że spory wpis się na brudno tworzy. Ino teraz mam dzieciarnię w domu z Vaterlandu aż, więc prace utknęły w martwym punkcie na rzecz zabawy motorami, autkami, samolotami i katapultą :->
-
Gość: Panna O'Saka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/13 11:25:09
A może się przeniesiesz z Agorowych odmętów?
-
Gość: Studyta, 193.201.139.*
2007/04/13 11:39:34
A jak dziś u Panaloyolnego sytuacja z czasem?
-
Gość: Panna O'Saka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/13 11:58:26
A, najdiosz.
-
Gość: Studyta, 193.201.139.*
2007/04/13 12:16:42
No to fajowo, wygląda, że mógłbym znaleźć czas po 21.00 wieczorem, jak dziatwa zlegnie. Jak bysmy sie mogli skontaktować?
-
Gość: Panna O. Saka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/13 12:27:23
Mam Twój telefon. A szczegóły można ustalić mailowo.
-
Gość: Studyta, 193.201.139.*
2007/04/13 12:29:00
No to zaraz machnę maila. Dzieki Esthelowi za udostepnienie bloga jako mini-forum ;-)
-
Gość: Panna O. Saka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/13 12:33:53
Nie robi wpisów, to co ma Jabłko odłogiem leżeć.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/13 22:05:33
Dobra dobra, niech się dzieje coś, zanim w końcu popełnię wpisa.
Tymczasem w poniedziałek nowy Ratzinger się pojawia, mniam.
-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/15 14:37:33
Pipul w tym tygodniu będę niedostepny gdyż albowiem czeka mnie wyjazd do Vaterlandu- jedna z moich ulubionych ciotek zmarła dziś w nocy.
-
Gość: Studyta, *.chello.pl
2007/04/15 21:25:54
R.I.P.

+++

-
Gość: Oneiros, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/15 22:59:06
Twarda to była niewiasta. W wieku ok. 11 lat uratowała młodszego brata przed - z kolei - starszymi szumicielami, grzmocąc największego z nich sztachetą w czerep.
A dodam, że ze sztachety wystawał gwóźdź :>